Parafia

2 Niedziela Wielkiego Postu

Potrzeba nam zaufania, aby wyruszyć w drogę. Ojcem i przewodnikiem codziennych zmagań może być dla nas Abraham, który przyjął słowo Boga, całkowicie Mu się powierzył i za nim poszedł. Obietnica, którą otrzymał, była niemożliwa do spełnienia, a zarazem niezwykle wielka. Mimo to zaufał Bogu. Do ufności zachęca także św. Paweł, który do Tymoteusza pisze: „Weź udział w trudach i przeciwnościach”. Także trójka uczniów z Jezusem na Górze Tabor doświadcza cudownego przemienienia dzięki zaufaniu Mistrzowi. Niech ta Liturgia Słowa Bożego, a przede wszystkim spotkanie z Jezusem w Eucharystii i w nas umacnia zaufanie. Zapraszamy na niedziele spotkanie z Panem w naszych świątyniach.

Co roku w drugą niedzielę Wielkiego Postu Liturgia Słowa prowadzi nas wraz z Jezusem na Górę Przemienienia. Jest ona identyfikowana ze stojącą samotnie w Dolnej Galilei majestatyczną Górą Tabor, której czasza widoczna jest z daleka jak wielki hełm górujący nad okolicą. Dzisiaj można na nią z łatwością wjechać wygodną taksówką, ale w czasach Jezusa wejście na tak wysokie wzniesienie (mierzące 588 m n.p.m.) łączyło się z niemałym wysiłkiem. Być może już w tym fakcie kryje się sugestia, że droga do celu musi być okupiona trudem wspinania. Sugerowało to wielu mistyków i mistrzów duchowości, którzy swoje koncepcje rozwoju duchowego opierali na wizji drogi wiodącej na szczyt góry. Aby osiągnąć cel wędrówki, jakim jest świętość, trzeba wybrać się w niełatwą drogę, która wymaga wysiłku. Ten obraz towarzyszy nam w kontekście wielkopostnych zmagań, które są okazją do postępu w świętości i zbliżenia się do celu wędrówki, jakim jest zjednoczenie z Jezusem.

Zasadniczym celem wydarzenia Przemienienia Pańskiego było umocnienie uczniów poprzez objawienie im Boskiego Oblicza, aby w momencie zgorszenia krzyża nie zwątpili w Jezusa i zrozumieli, że droga do zmartwychwstania wiedzie przez cierpienie – jak wyjaśnia prefacja II niedzieli Wielkiego Postu. Także my zapewne doświadczyliśmy w naszym życiu momentów Taboru, gdy odczuwaliśmy niezwykłą bliskość Boga, a niebo zdawało się być na wyciągnięcie ręki. Te momenty są łaską i mają dla naszego życia ważne znaczenie, bo umacniają naszą wiarę i pozwalają przetrwać trudne chwile próby. Bylibyśmy jednak w błędzie, gdybyśmy sądzili, że całe życie chrześcijańskie polega na ich szukaniu i usiłowaniu zatrzymania ich na stałe. Wyrażona przez Święty Piotra chęć postawienia trzech namiotów, czyli przedłużenia w czasie błogiego doświadczenia Taboru, nie znalazła akceptacji ze strony Jezusa. Przecież kilka dni wcześniej Jezus zapowiadał swoją mękę, cierpienie i ukrzyżowanie. Trzeba będzie zejść z Góry Przemienienia i, niosąc krzyż, wspinać się na inną górę – na Kalwarię – bo droga do Zmartwychwstania wiedzie przez krzyż. Nie da się go wykluczyć z życia ucznia Jezusa; co więcej, nie da się go wykluczyć z jakiegokolwiek ludzkiego życia, jednak nie wszyscy potrafią odkryć w nim narzędzie zbawienia. Wizje życia pozbawionego trosk i kłopotów, cierpień i trudów, jakie czasami rysowane są nam przez różne ideologie, w gruncie rzeczy są utopią. Krzyża nie można uniknąć – ale można z niego uczynić narzędzie ocalenia.

Zwróćmy uwagę na dwa wyrażenia z początku dzisiejszej Ewangelii: Jezus „wziął z sobą” i „zaprowadził”. Trzeba pozwolić Jezusowi, żeby nas „wziął z sobą”, czyli dać Mu szansę, aby nami pokierował, zadysponował nami. Pozwólmy, by dotarł do naszych uszu głos z nieba, od Ojca: „Jego słuchajcie”. Słuchać Jezusa to okazać Mu bezwarunkowe zaufanie, bo On zna drogę „na górę”, do celu. Trzeba stać się uczniem Jezusa. Trzeba pozwolić się „zaprowadzić” drogą ewangelicznych rad, wskazań i poleceń, bo nie ma lepszego przewodnika ani nauczyciela, by osiągnąć cel, niż Jezus. Abraham posłuchał głosu Boga i wyruszył w drogę. Apostołowie Piotr, Jan i Jakub pozwolili, żeby Jezus ich poprowadził, i dlatego zobaczyli chwałę (doświadczyli przedsionka nieba), której sami nigdy by nie osiągnęli.

Może i my znamy takie chwile z własnego życia: moment modlitwy, spowiedzi, rekolekcji, gdy nagle wszystko staje się jasne i serce wie, że Bóg jest blisko. A potem przychodzi poniedziałek, obowiązki, zmęczenie, rachunki, nieporozumienia – i trzeba zejść z góry.

Właśnie tam rozstrzyga się wiara: nie na Taborze, lecz w dolinie codzienności.

Paradoks chrześcijaństwa polega na tym, że największe światło często rodzi się w chwilach, które wydają się najciemniejsze.

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że jego godność domaga się tego, aby sam o sobie decydował i był „kowalem swojego losu”. Ile razy jednak przekonujemy się, że nie potrafimy poprowadzić nawet jednego dnia dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy? Zapominamy, że nie jesteśmy tu na ziemi przypadkiem i mamy przed sobą cel, dla którego istniejemy, oraz Przewodnika, który oddał życie, aby nikt z nas nie zaginął.

Czy naprawdę chcemy iść przez życie sami, skoro Ten, który zna drogę na szczyt, wciąż mówi: „Chodź za Mną”?

O. Piotr Andrukiewicz CSsR

Przewijanie do góry