Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

 

Czytania na dziś
 
Ksiądz i jego love story
11-08-2015 09:08 • Ks. Stanisław Rząsa

Ksiądz i jego love story

Joanna Bątkiewicz-Brożek

Na jego pogrzebie brzmiały radosne „Alleluja” i pieśni na Zmartwychwstanie, a kościół tonął w bieli. Był kapłanem zaledwie dwa i pół miesiąca. – Chciałem choć na jeden dzień zostać księdzem – napisał w liście do papieża. Ks. Salvatore cierpiał i kochał, i tak poruszył całe Włochy.

Ksiądz i jego love story   materiały telewizji tg 2000 Ks. Salvatore Mellone w dniu swoich święceń kapłańskich. Był wtedy już w ostatnim stadium raka. Wkrótce zmarł. Powtarzał: „Pięknie jest być księdzem”

Historię 38-letniego chorego na nowotwór Sal- vatore Mellonego świat poznał dzięki telefonowi papieża Franciszka. Dwa dni przed święceniami ojciec święty, kiedy tylko przeczytał list od seminarzysty z nadmorskiej Barletty, chwycił za słuchawkę: „Proszę, żebyś pierwszego swojego błogosławieństwa udzielił mnie”. I 16 kwietnia tego roku po święceniach ks. Salvatore uniósł w górę wychudzone ręce i naznaczone cierpieniem, choć pełne szczęścia oczy: „Niech błogosławieństwo Boga Wszechmogącego zstąpi na papieża Franciszka”. To były jego pierwsze słowa jako kapłana. A ostatnie, tuż przed odejściem, brzmiały jak wyznanie miłości: „Oddaję moje życie w ofierze za Kościół i ludzkość oraz za papieża”. Była godzina 15. Potem ks. Salvatore odszedł do Pana. Spełniony i szczęśliwy – bo w jego życiu „wypełniła się do końca wola Boża”, został księdzem. Zrobiono dla niego wyjątek i udzielono mu święceń kapłańskich dwa lata przed ukończeniem seminarium. Mimo agresywnej i postępującej choroby ks. Salvatore odprawiał Msze w niewielkim pokoiku mieszkania rodziców, spowiadał i przyjmował każdego, kto o to prosił. Ludzie wychodzili od niego przemienieni. Przez dwa miesiące powtarzał każdemu: „Jak pięknie jest być księdzem!”. Brzmiało to niczym wyznanie miłości Bogu.

Wyznanie miłości

Urodził się w 1977 r. w Barletcie w prowincji Bari na południu Włoch. Skończył politologię na uniwersytecie w Bari. Całe życie był blisko Kościoła, angażował się w formację młodych, pracował jako katecheta. Ale dopiero w 2012 r. tak zakochał się w Bogu, że nie mógł już dłużej zwlekać. Wstąpił do seminarium duchownego w Molfetcie. Koledzy mówią o nim jako o człowieku „modlitwy, głębokiej duchowości i otwartości na świat”. Z zawodu był dziennikarzem i pisarzem. W 2013 r. razem z kolegą z seminarium Vincenzo de Gregorio wydał popularną na rynku włoskim książkę „Człowiek wolny uśmiecha się do Boga”, a kilka lat wcześniej ukazał się wybór jego wierszy. Publikował w różnych periodykach.

Latem 2014 r. zdiagnozowano u niego nowotwór przełyku. Mimo intensywnej terapii choroba nie cofnęła się. Był coraz słabszy, ale kontynuował studia w seminarium. Nowotwór jednak postępował w takim tempie, że Salvatore po rozmowie ze swoim proboszczem poprosił swojego arcybiskupa Giovanniego Battistę Pichierriego, by mógł przyjąć sakrament kapłaństwa przed śmiercią. „Chcę, by wypełniła się w moim życiu do końca wola Boża” – argumentował. Poruszony determinacją seminarzysty biskup nie wahał się ani chwili.

16 kwietnia, we wspomnienie św. Bernadetty z Lourdes, księża, rodzina oraz przyjaciele Salvatore byli świadkami – jak mówili – wielkiego wyznania miłości. Jeden z komentatorów telewizyjnych – lokalne media transmitowały uroczystość – przyrównał nawet historię ks. Salvatore do love story, gdzie obiektem miłości jest sam Bóg. Na portalu YouTube zobaczyć można fragmenty ze święceń – Salvatore większość Mszy św. i ceremonii siedział w fotelu. W jego małym i skromnym mieszkanku, pełnym książek, przy nakrytym białym obrusem stole-ołtarzu stało w dość ciasnym kręgu kilkunastu kapłanów. Wychudzony Salvatore próbował wstawać w wielu momentach. Abp Pichierri za każdym razem podchodził i sadzał go z powrotem. Kiedy przyszedł moment, gdy kandydat na kapłana zwykle leży krzyżem przed ołtarzem, trzech kapłanów pomogło mu położyć się twarzą do podłogi. Dobre kilka minut próbował leżeć w bezruchu. Trząsł się, niewykluczone że z bólu i braku sił, ale chciał wytrwać. Głęboką ciszę i skupienie przerywał szloch mamy Salvatore i innych gości. Stojący nad nim księża raz po raz wyjmowali z kieszeni chusteczki. Kiedy wstawał, jego wielkie piwne oczy błyszczały od łez, ale i z radości. Uśmiechnął się i opadł na fotel. Wydawało się, że więcej nie da już rady. Biskup nałożył mu stułę na ramiona, włożył ornat. Ze wzruszeniem namaszczał jego dłonie. Salvatore przyjął do rąk kielich z winem i patenę z hostią na siedząco. Na zakończenie biskup nałożył ręce na Salvatore. Przekazał mu tym samym władzę odpuszczania i zatrzymywania grzechów. Młody ksiądz teraz mógł wypełnić złożoną papieżowi Franciszkowi obietnicę i udzielić mu swojego pierwszego błogosławieństwa. Na odległość.

Pięknie jest być księdzem

„Kiedy przyszedł do mnie poprosić o święcenia, bo chciałby choć raz w życiu odprawić Mszę św., popłakałem się – mówi w wywiadzie dla dziennika włoskiego kanału TV 2000 abp Pichierri. – Cierpiąc, uczestniczył w sposób niezwykły w męce Chrystusa, jako Jego kapłan. Jego życie i miłość do kapłaństwa i Chrystusa są dla nas wielkim świadectwem. W jego oczach widziałem naprawdę światło Chrystusa”.

W komunikacie z kurii abp Pichierri dodał: „Ks. Mellone wypełnił też swoje wielkie pragnienie, by współodczuwać z tymi, których gnębi choroba, by nieść im światło i nadzieję”. Ks. Salvatore swój ostatni rok życia spędził w szpitalach. Na korytarzach wpatrywał się – jak mówił – „w twarze przeszyte bólem fizycznym, ale i głęboką udręką samotności”. Przed każdym badaniem wychodził więc z domu o wiele wcześniej, by mieć czas na rozmowy z chorymi. Szedł też na ulice do biednych i bezdomnych. Mówił, że dotknęło go wezwanie Franciszka, by nieść Kościół i Chrystusa na peryferie. Przez dwa i pół miesiąca, kiedy był księdzem, wyspowiadał dziesiątki osób, odprawił ponad sześćdziesiąt Mszy. Niestety, żadnej w parafii, czego bardzo pragnął. Za to jego dom pękał w szwach codziennie. – Nigdy nie zapomnę uśmiechu ks. Salvatore, kiedy udzielał mi Komunii św. – mówi Albert, kolega i parafianin włoskiego księdza, w reportażu dla TV. – Czułem, jakby podawał mi kawałek ułamanego przed chwilą chleba.

– Nauczył mnie być odważną – dodaje Francesca z jednej z grup parafialnych. – Pokazał, że nawet w chwilach trudnych, kiedy człowieka boli go życie, trzeba być odważnym, bo zawsze jest obok Bóg.

Ks. Mellone udzielił w czasie dwóch miesięcy swojej posługi jednego sakramentu chrztu św. Stąd tak wiele zdjęć w gazetach wymizerowanego księdza z niemowlakiem na rękach. Mała Jennifer otrzymała za patronkę bł. Genoweffę z Foggi. Dla Salvatore był to mały znak z nieba, bo w ostatnich tygodniach życia ktoś podarował mu relikwię błogosławionej ziemianki. Modlił się za jej wstawiennictwem. Chciał, by jego pogrzeb odprawiono w radości i w duchu „światła Chrystusa Zmartwychwstałego”. Dlatego na uroczystości w kościele wokół jego trumny – przykrytej białym materiałem – stali księża w białych ornatach. Śpiewano gromkie „Alleluja”, kościół tętnił radością. „To jest, jak chciał Salvatore i jak mówi jego mama Firella, wielkie święto życia – stwierdził w czasie homilii abp Pichierri. – Dziękuję mamie, ojcu Antonio, siostrom i babci ks. Salvatore za ich wielką wiarę!”. Metropolita Trani-Barletta-Bisceglie kilkakrotnie wracał do słów ks. Salvatore, powtarzanych za papieżem Franciszkiem: „Pięknie jest być księdzem”. Odczytał też raz jeszcze fragment listu, który ks. Salvatore wysłał do papieża jeszcze przed święceniami: „Ofiaruję moją chorobę i cierpienie Panu dla dobra Kościoła oraz za Ciebie, Ojcze Święty. Niech Bóg Ci błogosławi i zawsze będzie przy Tobie, nich Cię wspiera w twojej pracy w służbie miłości. Proszę Cię, byś modlił się za mnie, by Pan wypełnił w moim życiu swoją wolę do końca. Nie proszę Boga o uzdrowienie, ale o radość i siłę, by do końca być świadkiem Jego miłości i kapłanem w Jego sercu”; oraz słowa, które ks. Salvatore przeczytał po swojej pierwszej Mszy św., niczym testament: „Jestem pewien, że nic, ani ziemskie życie, ani śmierć, ani jakiekolwiek zdarzenie i jakiekolwiek stworzenie nie są w stanie oddzielić nas od miłości Jezusa Chrystusa”.


© 2009 www.parafia.lubartow.pl