Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

 

Czytania na dziś
 
Władza znieczulająca
16-07-2015 08:01 • Ks. Stanisław Rząsa

Władza znieczulająca

Franciszek Kucharczak

GN 29/2015 |

Mówić jedno, a robić drugie, to hipokryzja. Albo „katolicyzm otwarty”.

Władza znieczulająca   rysunek franciszek kucharczak /gn

Przed tygodniem jakiś człowiek zauważył na parkingu przy warszawskim centrum handlowym zamkniętego w samochodzie psa, więc zbił szybę, żeby „ratować życie zwierzęcia”. Nieco później dostał wezwanie na komendę i usłyszał od policjantów, że odpowie za uszkodzenie mienia. „Piesek to nie dziecko, może sobie posiedzieć” – powiedziała policjantka. W gazetach szok i niedowierzanie, w telewizjach darcie szat, zgroza i oburzenie. No bo jakże to tak – co za znieczulica. Tyle się mówi o wrażliwości na każdą niesprawiedliwość, na dyskryminację czy to ludzi, czy zwierząt. Moralne autorytety apelują, eksperci perorują, organizuje się marsze i kampanie społeczne, Owsiak haruje jak Mrówka Cała – a tu masz.

Jak widać, ciągle tego za mało. Wśród nas żyją ci, którzy czują się dyskryminowani: ateiści (jeśli wierzyć Hartmanowi), geje (jeśli wierzyć Biedroniowi), kobiety (jeśli wierzyć Nowickiej), Żydzi (jeśli wierzyć Michnikowi). I tak dalej. Jesteśmy więc niewrażliwi.

No dobrze, niech będzie. Ale pozwolę sobie zauważyć, że to sam pan prezydent i sama pani premier ze swoim politycznym i medialnym zapleczem namawiają nas do niewrażliwości. Domagają się wręcz, żebyśmy się przymknęli i pilnowali swojego nosa, gdy ludziom dzieje się krzywda. I to nie taka tam krzywda, że ktoś czuje dyskomfort, tylko mam trzymać gębę, gdy kogoś autentycznie mordują albo kogoś więżą i kimś w nieludzki sposób poniewierają.

Mam potulnie patrzeć, jak szefowa rządu domaga się od senatorów, żeby przegłosowali ustawę, która pozwoli trzymać ludzi w ciekłym azocie bez nadziei na to, że opuszczą tę lodówkę żywi. Mam się cieszyć, że polskie prawo nie pozwala zabijać dzieci dowolnie przez matki wskazanych, lecz tylko chore lub takie, które mają tatę gwałciciela. Jeśli przeciw temu protestuję, słyszę, że nie wszyscy są katolikami. Bo przecież, jak to w sprawie in vitro pouczyła Polaków pani premier, ta ustawa „nie będzie obligatoryjnie dotyczyć każdego”.

Znaczy to ni mniej, ni więcej tyle, że jeśli ktoś chce zabić swoje dziecko, które ustawa pozwala zabić, nie należy nawet protestować – bo to nie moje dziecko. Mam nawet podziękować tym, co chcieli sprzątnąć chorego Jasia (pochodzącego zresztą z in vitro) przed urodzeniem, a winić prof. Chazana, że przez „religijny fanatyzm” nie pozwolił go zabić. I mam się kajać, bo „skazałem dziecko na cierpienia”. I jeśli kto ma życzenie trzymać swoje dziecko w lodówce na niewiadomy czas, to też mam siedzieć cicho – bo przecież nikt mi nie każe mrozić mojego dziecka. Tak ma wyglądać solidaryzm społeczny w wydaniu naszego światłego establishmentu.

A jak ma wyglądać w tym wydaniu chrześcijaństwo? Bardzo prosto. Przy zaprzysiężeniu na cokolwiek trzeba mówić „tak mi dopomóż Bóg”, a czasem rzucić przed kamerą: „W imię Boże”. Gdy się dotrze do papieża, najlepiej przed nim uklęknąć i pocałować go w pierścień. To wszystko.

A co z „braćmi najmniejszymi” Jezusa, o których upomni się na sądzie ostatecznym? No przecież są kampanie społeczne na rzecz psów i kotów.

Tytuł władzy

Tytuł na portalu Tomasza Lisa NaTemat.pl: „Biskup do dzieci z in vitro: Aby się jedno z was narodziło, to kilkadziesiąt innych musiało być zabitych”. Gdy człowiek zajrzy głębiej w tekst, znajdzie wypowiedź arcybiskupa Dzięgi w oryginalnym brzmieniu: „To nie jest wasza wina, że aby się jedno z was narodziło, to kilkadziesiąt innych dzieci musiało zamrzeć albo być zabitych”. Mniej więcej tak wygląda dziennikarska rzetelność mediów pozostających na usługach władzy. Tytuł sugeruje coś odwrotnego niż treść? Winni Polacy, że tak mało czytają. Zerkną na tytuł i już wyciągają wnioski. A to się trzeba wczytać, zgłębić tekst, rozważyć, zreflektować, zbadać konteksty, docenić finezję redakcji, która tak interesująco tytułuje swoje materiały. A oni raz-dwa i poczytane. I potem gadanie, że manipulacja.

Badania niesłuszne

Jak podała „Rzeczpospolita”, demografowie z Uniwersytetu Łódzkiego wyliczyli, że tylko kilkaset jednopłciowych par rocznie chciałoby w Polsce rejestrować swój związek. To nieco mniej niż osób, które oświadczają, że są Napoleonami lub innymi bohaterami. Wyniki te oburzyły środowiska LGBT, które wraz ze Stowarzyszeniem Lambda zrobiły swoje badania w 2012 r. I wyszło im wtedy, że takich związków partnerskich chciałoby… mocno ponad milion Polaków, czyli… 70 proc. gejów i lesbijek w Polsce. Bo według ich danych (pochodzących z centrum badań „Sufit”) takowych osób jest w Polsce ok. 2 miliony. No i teraz problem – bo ktoś tu się myli, i to mocno. Kto? Po „sukcesie prezydenckim” homopromotorów (Anny Grodzkiej i Wandy Nowickiej), którzy nie zebrali nawet 100 tys. podpisów, chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Poza, oczywiście, środowiskiem LGBT.


© 2009 www.parafia.lubartow.pl