Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

 

Czytania na dziś
 
Czym właściwie jest czyściec?
09-11-2013 10:18 • Ks. Stanisław Rząsa

Słowa „Czyściec” nie ma w Biblii, pojawiło się ono dopiero w XII wieku. Ale od początku chrześcijanie uznawali, że po śmierci jest możliwe oczyszczenie z niedoskonałości tak, by móc w pełni cieszyć się niebem. Czym właściwie jest czyściec?

Miłość czyszczona przez miłość

Purgatorium. To łacińskie słowo tłumaczymy na język polski jako czyściec. Ten termin nie występuje w Biblii, pojawił się po raz pierwszy dopiero w XII wieku. Co więcej, Pismo Święte nie wypowiada się wyraźnie na ten temat. Mamy raczej do czynienia z pewną intuicją, którą sugeruje biblijne objawienie. Pisarze chrześcijańscy – św. Augustyn, św. Grzegorz Wielki i inni – podjęli i rozwinęli myśl o tym, że zmarli mogą podlegać jakiejś formie pośmiertnego oczyszczenia i wydoskonalenia przed osiągnięciem szczęścia w niebie. Nie mówili wprawdzie wprost o czyśćcu, ale o „oczyszczającym ogniu”. Ta idea nabrała wyraźniejszych kształtów w średniowieczu i została ostatecznie zdefiniowana przez Kościół jako prawda wiary na soborach: Lyońskim II (1274), Florenckim (1438–1445), Trydenckim (1545–1563). Niespokojna ludzka wyobraźnia tworzyła czasem przeróżne, często zbyt materialne wizje czyśćca jako Bożego więzienia, w którym człowiek musi przejść serię leczniczych tortur. Traktowano go wręcz „geograficznie”, jako pośrednią krainę leżącą gdzieś między piekłem a niebem. Oszczędność biblijnych przekazów skłania do umiaru i pewnej skromności. Prawda o czyśćcu, „oczyszczona” z nazbyt fantastycznych wyobrażeń, pozostaje bardzo ważnym elementem chrześcijańskiej nadziei. Listopadowy czas modlitwy za zmarłych sprzyja katechezie na jej temat.

Myśl święta i pobożna

Miejscem nieprzerwanego przekazu prawdy o czyśćcu (jeszcze przed wypracowaniem samej doktryny) była i pozostaje praktyka modlitwy za zmarłych. Zresztą podstawowy tekst biblijny, na który powołuje się Kościół, nauczając o czyśćcu, dotyczy właśnie modlitwy za zmarłych. Tekst z 2 Księgi Machabejskiej (12,39-42) opowiada o tym, jak Juda, jeden z przywódców żydowskiego powstania Machabeuszy, zarządził modły i złożenie ofiary za poległych żołnierzy, przy których znaleziono pogańskie amulety. Zabici wojownicy byli męczennikami, którzy zginęli w obronie wiary w Boga Jahwe, żydowskiego prawa i tradycji. Ale znalezione przy nich figurki świadczyły o tym, że ich wiara nie była doskonała. Szukali pomocy u bożków, a więc łamali prawo Mojżeszowe, w obronie którego walczyli i oddali za nie życie. To klasyczna sytuacja. Bohater i łajdak, święty i grzesznik mieszkają często w jednym człowieku. „Wszyscy zaś wychwalali Pana, sprawiedliwego Sędziego, który rzeczy ukryte czyni jawnymi, a potem oddali się modlitwie i błagali, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany. Mężny Juda upomniał wszystkich, aby strzegli samych siebie(…) Uczyniwszy zaś składkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwóch tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu” (2 Mch 12, 41-45). Ten tekst powstał ok. 165 lat przed Chrystusem. Widać wyraźnie, że autor natchniony zakłada, że po śmierci możliwe jest duchowe oczyszczenie dla ludzi umierających z jakimś obciążeniem na sumieniu. Co więcej, możliwe jest wstawiennictwo u Boga za tymi zmarłymi i wypraszanie im łaski przebaczenia. Kościół pierwotny spontanicznie przejął to przekonanie. Prośby o modlitwę znajdujemy na nagrobkach chrześcijańskich. Modlitwa za zmarłych pojawiła się w liturgii bardzo wcześnie. Św. Cyryl Jerozolimski pisze: „Wspominamy też zmarłych: najpierw patriarchów, proroków, apostołów, męczenników, aby Bóg ze względu na ich prośby i wstawiennictwo przyjął naszą modlitwę. Potem modlimy się za zmarłych ojców, biskupów i w ogóle za wszystkich, którzy wśród nas zasnęli. Wierzymy bowiem, iż modlitwa pomaga duszom, zwłaszcza tym, za które jest składana ta święta i wstrząsająca ofiara” (Eucharystia). Istnieje solidarność międzyludzka ponad granicą śmierci. Święci w niebie modlą się za żyjących na ziemi, my modlimy się za tych, którzy już odeszli. Ale skoro prosimy o ich oczyszczenie, oznacza to, że są oni w jakimś stanie „przedsionka” w oczekiwaniu na niebo.

Więzy silniejsze niż śmierć

Święty Augustyn wiele wzruszających stron „Wyznań” poświęcił swojej matce Monice. Po jej śmierci modlił się żarliwie za nią: „Wiem, że moja matka postępowała miłosiernie i z całego serca odpuszczała winy tym, którzy wobec niej zawinili, więc i Ty odpuść jej winy, jeżeli jakiekolwiek popełniła przez tyle długich lat po sakramencie wody Zbawiciela”. Piękną i głęboką refleksją na ten sam temat podzielił się z nami papież Benedykt XVI w encyklice „Spe salvi”: „W ciągu wszystkich wieków chrześcijaństwo żywiło fundamentalne przekonanie, że miłość może dotrzeć aż na tamten świat, że jest możliwe wzajemne obdarowanie, w którym jesteśmy połączeni więzami uczucia poza granice śmierci. To przekonanie również dziś pozostaje pocieszającym doświadczeniem. Któż nie pragnąłby, aby do jego bliskich, którzy odeszli na tamten świat, dotarł znak dobroci, wdzięczności czy też prośba o przebaczenie? Można też zapytać: jeżeli »czyściec« oznacza po prostu oczyszczenie przez ogień w spotkaniu z Panem, Sędzią i Zbawcą, jak może wpłynąć na to osoba trzecia, choćby była szczególnie bliska? Kiedy zadajemy podobne pytanie, musimy sobie uświadomić, że żaden człowiek nie jest zamkniętą w sobie monadą. Istnieje głęboka komunia między naszymi istnieniami, poprzez wielorakie współzależności ze sobą powiązane. Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam. Nieustannie w moje życie wkracza życie innych: w to, co myślę, mówię, robię. I na odwrót, moje życie wkracza w życie innych: zarówno w złym, jak i w dobrym. Tak więc moje wstawiennictwo za drugim nie jest dla niego czymś obcym, zewnętrznym, również po śmierci. W splocie istnień moje podziękowanie, moja modlitwa za niego mogą stać się niewielkim etapem jego oczyszczenia. I dlatego nie potrzeba przestawiać czasu ziemskiego na czas Boski: w obcowaniu dusz zwykły czas ziemski po prostu zostaje przekroczony. Nigdy nie jest za późno, aby poruszyć serce drugiego, i nigdy nie jest to bezużyteczne”. Jesteśmy naczyniami połączonymi. Czytając słowa Benedykta, rozumiemy lepiej prawdę, którą wyznajemy w Credo: „wierzę w świętych obcowanie”, i jej powiązanie z prawdą o czyśćcu.

Spojrzenie jak ogień

Drugim motywem, który ściśle wiąże się z czyśćcem, jest egzystencjalne doświadczenie pokuty. Kiedy wyrządzimy komuś jakieś potężne zło, liczymy na przebaczenie. Ale samo wybaczenie to za mało. Sprawiedliwość domaga się jakiejś formy kary, którą człowiek sam chce sobie nałożyć. Człowiek czuje, że musi odpokutować grzech, przejść jakiś rodzaj duchowej rehabilitacji, oczyszczenia, zrzucenia z siebie ciężaru popełnionej krzywdy. Serce domaga się skruchy. W Irlandii, według starej tradycji, jedną z wysp na jeziorze Lough Derg nazywano „Czyśćcem św. Patryka”. Chrześcijańska legenda sięgająca V wieku powiada, że tam znajdować się miało wejście do czyśćca. Od 1500 lat na tę wysepkę przybywają ludzie, aby odbyć pokutną pielgrzymkę. Spędzają tam trzy dni, modląc się i poszcząc. Pielgrzymi chodzą boso po wyspie, odmawiają Różaniec, klęczą na kamieniach uświęconych modlitwą pokoleń. Nawet w naszych czasach pojawia się tam rocznie ok. 30 tys. pokutników. Pragnienie pokuty za grzech jest wpisane głęboko w człowieka. Czyściec jest szansą na pokutę także po drugiej stronie. Kiedy Zacheusz przyjął Jezusa w swoim domu, spontanicznie zadeklarował nie tylko poczwórne wynagrodzenie skrzywdzonym, ale i oddanie połowy swojego majątku ubogim. Nikt go do tego nie zmuszał, to było zadośćuczynienie, które sam sobie nałożył. Spotkanie z Jezusem wyzwoliło w nim pragnienie oczyszczenia. Młodzieżowy katechizm „Youcat” ujmuje prawdę o czyśćcu bardzo oryginalnie. Odwołuje się do sceny, która rozegrała się po zdradzie Piotra. Tuż po pianiu koguta Pan odwrócił się i spojrzał na niego: „A Piotr wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” – to jest obraz czyśćca. „Pan spojrzy na nas pełen miłości, a my spłoniemy ze wstydu i odczujemy dojmujący żal z powodu naszego zachowania, złego lub »jedynie« pozbawionego miłości. Dopiero po tym oczyszczającym bólu staniemy się zdolni odpowiedzieć na Jego spojrzenie w niezmąconej radości nieba”. Przyznam, że po raz pierwszy spotkałem się z takim skojarzeniem fragmentu o skruszonym Piotrze z prawdą o czyśćcu. Wydaje mi się to bardzo przekonujące. Ta scena pokazuje, że czyściec to nie tyle miejsce, co stan duszy. To rzeczywistość, która rozgrywa się w przestrzeni między człowiekiem a Bogiem. To uzdrowienie, oczyszczenie ludzkiej miłości, to moment odkrycia prawdy o własnej nędzy. To zawsze boli, dlatego łzy. Przejście przez czyściec nie jest arbitralną wolą Boga, ale raczej koniecznością wynikającą z nas samych, z naszej słabości. To my sami chcemy czyśćca. Magisterium Kościoła mówiąc o czyśćcu, odwołuje się do fragmentu z 1 Listu św. Pawła do Koryntian (3,11-15). Apostoł porównuje życie człowieka do budowania na fundamencie, którym jest Chrystus. O jakości tej życiowej budowli przekonamy się dzięki ogniowi, który można zinterpretować jako metaforę sądu Bożego. „Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (3,14-15). Intuicja czyśćca jest w wyrażeniu „jakby przez ogień”. Te słowa nieraz prowokowały różnych autorów do zbyt zmysłowych obrazów czyśćcowych cierpień. Tymczasem, jak akcentuje m.in. Benedykt XVI, owym ogniem osądzającym i przemieniającym człowieka jest sam Chrystus.

Czyściec na ziemi?

Jeśli w naszej wyobraźni oczyścimy czyściec ze zbyt materialnych czy naiwnych wyobrażeń, odkryjemy, że niesie on potężny ładunek nadziei. Bóg pragnie naszego zbawienia. Z Jego strony czyściec nie jest karą, ale darem przeobrażającej przemiany. Działa tutaj nade wszystko Boża miłość. To ona jest ogniem, który pali. Można odwołać się do doświadczenia, które pewnie każdy z nas przechodził w większym lub mniejszym stopniu. Chodzi o te gorzkie chwile, kiedy odkrywamy, że zawiedliśmy kogoś, kto bardzo nas kocha. Niełatwo jest wtedy spojrzeć kochającej osobie prosto w oczy. Pali nas wstyd, upokarza własna nędza, niedoskonałość. Jednak ten ogień uzdrawia serce. Rodzi do nowej, głębszej miłości. W tych personalnych, wewnętrznych kategoriach trzeba patrzeć na prawdę o czyśćcu. „Aby zjednoczyć się z Bogiem we wspólnocie życia, musimy być pełni miłości, jak On jest pełen miłości. Żaden atom, żadne ziarenko egoizmu nie może istnieć w Bogu. Miłość może przyjąć tylko miłość. Któż więc ośmieliłby się myśleć, że w godzinie śmierci trwa w stanie doskonałej miłości i nie ma w nim najmniejszego atomu egoizmu? To niemożliwe. Tylko Dziewica Maryja była jedynym wyjątkiem” – pisze Fran- çois Varillon SJ. Ten sam teolog zwraca uwagę, że ziemskie cierpienia są formą czyśćca na ziemi. Nic nie dzieje się jednak mechanicznie. To nie jest tak, że cierpienie automatycznie uszlachetnia. Umierający ks. Tischner napisał na karteczce swojemu przyjacielowi: „nie uszlachetnia”. Cierpienie może być szansą uświęcenia, ale bywa też degradacją i niczym więcej. Wszystko zależy od tego, jak człowiek potraktuje swoje cierpienie, czy potrafi je złączyć z Ukrzyżowanym. Jeśli więc mówimy, że ktoś przechodzi „czyściec” na ziemi, to trzeba koniecznie dodać cudzysłów. W sensie ścisłym czyściec dotyczy sytuacji po śmierci, ale z drugiej strony prawdą jest, że każde spotkanie z Bogiem, także to doczesne, jest w jakimś sensie oczyszczeniem. Prawda o czyśćcu daje nadzieję. Nie należy jednak rozmywać różnicy między czyśćcem a piekłem. Czyściec jest szansą dla tych, którzy w chwili śmierci są w zasadniczy sposób zwróceni ku Bogu. Ich zasadnicze „tak” dla Boga jest większe niż wszelkie „nie”. Ludzka wolność może, niestety, doprowadzić do radykalnego „nie” wobec Boga. Pismo Święte ostrzega przed taką możliwością. Jednak Kościół nigdy nikogo nie ogłosił potępionym. Ma odwagę podawać tylko imiona świętych, a wszystkich zmarłych poleca Bogu w modlitwie. Trzeba wytrzymać napięcie między prawdą o realnej możliwości zatracenia siebie w piekle a nadzieją na ocalenie każdego człowieka. Zauważmy, że czyściec mówi ostatecznie o miłości. O miłości Boga, która nas oczyszcza, o miłości człowieka, która zostaje oczyszczona, i o miłości ludzi, którzy modląc się za zmarłych, przyczyniają się swoją miłością do ich uświęcenia


© 2009 www.parafia.lubartow.pl