Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

 

Czytania na dziś
 
Gorzej niż marksizm
06-07-2013 10:45 • Ks. Stanisław Rząsa
zdjecie

Warszawa, 15 września 2012 r., IV Kongres Kobiet. Od lewej: Barbara Labuda, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Magdalena Środa, Henryka Bochniarz (FOT. PAP T. GZELL)

Gorzej niż marksizm

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz

Gender do naszych polskich realiów weszło niejako kuchennymi drzwiami w przestrzeń życia publicznego i politycznego. Stało się tak w roku 2012, gdy pełnomocnik do spraw równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz w imieniu rządu Rzeczypospolitej Polskiej podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej.

Konwencja stawiała niczym niepopartą, ale lansowaną z niezwykłą konsekwencją tezę, iż przemoc to wynik kulturowej roli kobiety, a nie patologii wszechobecnej w kulturze Europy. W preambule Konwencji czytamy: „przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet”.

Nie można w tym miejscu oprzeć się myśli, że nowoczesna Konwencja reaktywuje próchno i zgniliznę myśli Fryderyka Engelsa, który pisał: „W historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobietą w monogamicznym małżeństwie, a za pierwszorzędny ucisk – ucisk kobiety przez mężczyznę”.

Trzeba koniecznie dostrzec, że istnieje prosta kładka myślowa między tymi poglądami Engelsa a radykalnym ruchem feministycznym, z którego wyrasta ideologia gender. Już w latach 70. XX wieku szczególnie mocno zaakcentowano wizerunek kobiety jako prototypu „klasy uciskanej”, a małżeństwo i „obowiązkowy heteroseksualizm” uznano za narzędzia ucisku.

W takiej perspektywie macierzyństwo jest zagrożeniem wolności kobiety, a najbardziej czytelnym znakiem jej własnej samorealizacji jest aborcja i antykoncepcja.

Drogą do wyzwolenia staje się redefinicja płci. Wbrew oczywistości, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew elementarnej intuicji genderyzm kwestionuje istnienie płci biologicznej i zakłada, że w nowym porządku świata ma istnieć tylko płeć społeczno-kulturowa, którą to można wybrać w drodze eksperymentu. Dramatem, a wręcz tragedią, jest to, że absurdalny konstrukt chorego umysłu zostaje umieszczony w zapisach prawnych wielu dokumentów, jak choćby wspomnianej Konwencji. Jakie to ma konsekwencje? Największą z nich jest możliwość przedefiniowania instytucji małżeństwa.

W tym celu podejmuje się – i jest to zjawisko szczególnie wymagające wszelkiego możliwego oporu – presje edukacyjne. Artykuł 14 Konwencji mówi wyraźnie, że: „W uzasadnionych przypadkach Strony podejmują działania konieczne do wprowadzenia do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów szkoleniowych dostosowanych do zmieniających się możliwości osób uczących się, dotyczących równouprawnienia kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról przypisanych płciom”.

Oznacza to narzucony państwu obowiązek edukacji, pokazującej nietypowe role płciowe jako normalne i typowe. Jest to przymus edukacyjnej promocji homoseksualizmu i transseksualizmu z równoczesną walką z tradycyjnym pojmowaniem płci oraz przypisanych im ról. To, co może zdumiewać, to błyskawiczna i bezprecedensowa droga wdrażania owej rewolucji seksualnej w realiach polskich.

Dnia 22 kwietnia 2013 roku na konferencji z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Edukacji Narodowej i Ministerstwa Zdrowia były omawiane Standardy Edukacji Seksualnej WHO. Zakładają one, że:

– dzieci powinny być poddane edukacji seksualnej już przed czwartym rokiem życia;

– między 9. a 12. rokiem życia dziecko powinno nauczyć się „skutecznie stosować prezerwatywy i środki antykoncepcyjne w przyszłości” oraz powinno umieć „brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne”;

– między 12. a 15. rokiem życia dziecko powinno potrafić samo zaopatrywać się w antykoncepcję;

– powyżej 15. roku życia można dziecku dodatkowo wpoić „krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp”.

Wskazane „standardy” znalazły swój wyraz w spotkaniu 24 maja 2013 roku w gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdy minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zaprezentowała Krajowy Program Działań na rzecz Równego Traktowania na lata 2013-2015.

Pośpiech jest w tym wypadku zdumiewający, tym bardziej że opracowane przez WHO standardy edukacji seksualnej w Europie nie mogą stanowić i – jak wyraźnie wskazano na stronie 7 tego dokumentu – nie stanowią wytycznych do wprowadzenia opisanego modelu edukacji seksualnej.

To kolejny segment w strategii podważania tożsamości biologicznej i moralnej człowieka, a tym samym podważania małżeństwa i rodziny.

Jest to zjawisko, o którym bez cienia przesady można powiedzieć, że jest gorsze niż marksizm i stalinizm. I zasługuje na stosowną reakcję.

Autor jest etykiem, kierownikiem Zakładu Katolickiej Nauki Społecznej UAM w Poznaniu, wykładowcą w WSKSiM.


© 2009 www.parafia.lubartow.pl