Uczeń może dziś nie chodzić ani na religię, ani na etykę. Abp Wojciech Polak uważa, że szkoła powinna wymagać wyboru jednego z tych przedmiotów. Spór nabiera szczególnego znaczenia w chwili, gdy edukacja zdrowotna – wybrana dobrowolnie przez zaledwie 30 proc. uczniów – staje się obowiązkowa.
Prymas Polski poparł obywatelski projekt ustawy „TAK dla religii i etyki w szkole”. Zakłada on, że uczeń uczestniczyłby w lekcjach religii wybranego wyznania albo w lekcjach etyki. Nie chodzi więc — jak to się czasem błędnie przedstawia — o obowiązkową katechezę dla wszystkich, lecz o obowiązek wyboru jednej z dwóch dróg formacji.
– System, w którym nie ma takiej możliwości, w którym jest religia albo nic, jest systemem demoralizującym dla wychowania moralnego człowieka – powiedział abp Wojciech Polak na antenie Radia eM.
Prymas zwrócił uwagę, że lekcje religii zostały ograniczone do jednej godziny tygodniowo i zepchnięte na początek lub koniec szkolnego planu. Ocena z religii i etyki nie jest też wliczana do średniej. W praktyce uczeń otrzymuje zatem czytelny komunikat: może wybrać religię, może wybrać etykę, ale najłatwiej jest nie wybrać niczego.
Pół miliona podpisów i projekt czekający w Sejmie
Obywatelski projekt przygotowany przez Stowarzyszenie Katechetów Świeckich poparło ponad pół miliona osób. Dokument trafił do Sejmu jako druk nr 1603. Przewiduje dwie godziny religii lub etyki tygodniowo w przedszkolach, szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, z wyjątkiem szkół dla dorosłych. Wyboru dokonywaliby rodzice, a w przypadku ucznia pełnoletniego – on sam.
Projekt zakłada również umieszczenie obu przedmiotów w zwykłym planie zajęć oraz ponowne wliczanie oceny do średniej. Pierwsze czytanie odbyło się we wrześniu 2025 r. Sejm nie zgodził się wówczas na odrzucenie projektu i skierował go do komisji. W maju 2026 r. wspólne posiedzenie komisji edukacji i samorządu zostało jednak przerwane do czasu przedstawienia stanowiska rządu. Prace nie zostały dotąd zakończone.
Poparcie dla rozwiązania wyraziła Konferencja Episkopatu Polski. W ogłoszonym 24 sierpnia oświadczeniu „Młody człowiek zasługuje na więcej” biskupi napisali, że formacja do wartości nie jest przeciwieństwem pluralizmu, lecz pozwala prowadzić dialog mimo różnic. „Z tych względów uczniowie powinni wybierać między lekcjami religii a etyki” – stwierdziło Prezydium KEP.
Religia: wybiera ją większość, ale ma coraz mniej miejsca
Od 1 września 2025 r. religia i etyka odbywają się zasadniczo w wymiarze jednej godziny tygodniowo. Zajęcia umieszcza się bezpośrednio przed obowiązkowymi lekcjami albo po nich. Wyjątek może dotyczyć oddziału, w którym uczestniczą w nich wszyscy uczniowie. Wcześniej MEN dopuściło także tworzenie grup międzyoddziałowych i międzyklasowych, a od roku szkolnego 2024/2025 usunęło ocenę z religii i etyki ze średniej ocen.
Zmiany od początku wywoływały spór prawny. W lipcu 2025 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że rozporządzenie ograniczające liczbę godzin jest niezgodne z konstytucją i ustawą o systemie oświaty. Za zasadniczy problem uznał brak wymaganego porozumienia z Kościołami i związkami wyznaniowymi. MEN nie zmieniło jednak przyjętych zasad i szkoły nadal je stosują.
Rzecznik praw obywatelskich zwrócił ponadto uwagę, że sprawy związane z korzystaniem z wolności sumienia i religii powinny być uregulowane w ustawie, a nie pozostawione rozporządzeniu ministra. Według danych Systemu Informacji Oświatowej, przytoczonych w korespondencji RPO z MEN, liczba nauczycieli religii spadła między wrześniem 2024 a wrześniem 2025 r. z 27 393 do 22 876, czyli o 16,5 proc.
Nie ulega wątpliwości, że zainteresowanie katechezą maleje. Wciąż nie oznacza to jednak, jakoby stała się ona wyborem niewielkiej grupy. Według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w roku szkolnym 2024/2025 na religię uczęszczało 75,6 proc. uczniów. Było to o 3,8 punktu procentowego mniej niż rok wcześniej. W szkołach podstawowych odsetek uczestników wynosił około 86 proc., natomiast w szkołach ponadpodstawowych około 50 proc.
Przedmiot wybrany przez 30 proc. uczniów staje się obowiązkowy
Na tę dysproporcję zwrócił uwagę biblista ks. prof. Wojciech Węgrzyniak. Zestawił los lekcji religii z decyzją dotyczącą edukacji zdrowotnej. Nowy przedmiot w roku szkolnym 2025/2026 był dobrowolny. Według oficjalnych danych MEN uczestniczyło w nim 920 925 uczniów, czyli około 30 proc. uprawnionych.
Wyniki różniły się w zależności od typu szkoły. W szkołach podstawowych na zajęcia chodziło 40,36 proc. uprawnionych. W liceach było to 10,08 proc., a w technikach zaledwie 7,78 proc. Mimo tak niewielkiego zainteresowania od 1 września 2026 r. edukacja zdrowotna staje się obowiązkowa. Dobrowolne pozostaną wydzielone zajęcia dotyczące zdrowia seksualnego.
Ks. Węgrzyniak zauważył, że reakcje resortu na decyzje uczniów i rodziców są zadziwiająco odmienne. Religia, na którą chodziła zdecydowana większość uczniów, jest ograniczana i usuwana z głównej części planu. Edukacja zdrowotna, której dobrowolnie nie wybrało 70 proc. uprawnionych, po roku próbnym staje się obowiązkowa.
„Homo sapiens uszanowałby wybór społeczeństwa i albo zrezygnował z edukacji zdrowotnej, albo zostawił ją dobrowolną” – napisał ostro duchowny na swojej stronie.
Oczywiście sama frekwencja nie rozstrzyga, czy przedmiot powinien być obowiązkowy. Uczniowie nie głosują przecież nad obecnością matematyki albo języka polskiego w planie. Państwo może uznać, że wiedza o zdrowiu fizycznym i psychicznym, odżywianiu, uzależnieniach, bezpieczeństwie czy pierwszej pomocy jest potrzebna wszystkim. Tak właśnie uzasadnia swoją decyzję MEN.
Argument ks. Węgrzyniaka dotyka jednak głębszej niespójności. Jeśli niewielkie zainteresowanie edukacją zdrowotną nie świadczy o jej zbędności, to spadająca frekwencja na religii również nie może być wystarczającym uzasadnieniem jej marginalizowania. Jeżeli zaś państwo uznaje, że może wymagać od wszystkich uczniów formacji zdrowotnej, cyfrowej i obywatelskiej, powinno przynajmniej poważnie rozważyć, czy młody człowiek nie potrzebuje także uporządkowanej rozmowy o dobru i złu, odpowiedzialności, godności oraz sensie życia.
Nie obowiązkowa religia, lecz obowiązkowa refleksja nad wartościami
Właśnie w tym miejscu propozycja prymasa bywa przedstawiana nieprecyzyjnie. Abp Wojciech Polak nie domaga się, aby niewierzący uczniowie uczestniczyli w katolickiej katechezie. Popiera wybór między religią a etyką. Państwo nie może nakazać wiary, może jednak wymagać, by szkoła nie uchylała się od wychowania moralnego.
Takie rozwiązanie musiałoby oczywiście spełniać kilka warunków. Etyka powinna być rzeczywiście dostępna w każdej szkole, prowadzona przez przygotowanych nauczycieli i nauczana w sposób profesjonalny, bez zamieniania jej w agitację jakiejkolwiek ideologii. Trzeba także respektować prawa rodziców oraz, stosownie do wieku i dojrzałości, przekonania samego ucznia. Na te kwestie zwracał już uwagę rzecznik praw obywatelskich.
Kościół nie kwestionuje też potrzeby rzetelnej nauki o zdrowiu w szkołach. W sierpniowym oświadczeniu biskupi wyraźnie docenili znaczenie profilaktyki chorób, zdrowia psychicznego i odpowiedzialnych postaw społecznych. Ich zastrzeżenia dotyczą wizji człowieka i rodziny obecnej w programie oraz sposobu potraktowania praw rodziców.
Spór nie dotyczy zatem prostego pytania: religia czy zdrowie. Młodemu człowiekowi potrzebne są oba wymiary. Pytanie brzmi raczej, dlaczego szkoła uznaje za obowiązkowe szczegółowe dziedziny i kierunki rozwoju ucznia, a refleksję nad moralnością pozostawia w modelu „religia, etyka albo nic”. To właśnie owo „nic” prymas Polski nazwał rozwiązaniem demoralizującym.