Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

Wola Lisowska - godz. 900

Czytania na dziś
 
III niedziela Adwentu - 17 grudnia
17-12-2017 11:24 • Ks. Stanisław Rząsa

W adwentowe oczekiwanie musi być wpisana radość, radość spotkania ze Zbawicielem, którego pamiątkę narodzin będziemy obchodzić już niedługo. Jesteśmy więc wezwani do radości, do modlitwy, do oczekiwania i właściwego odczytywania znaków czasu, byśmy umieli rozpoznać przychodzącego Zbawiciela.

Niech dzisiejsze słowo Boże pomoże nam rozpoznać Chrystusa, który towarzyszy nam na drogach życia i powołania.

 

Być wielkim jak Jan Chrzciciel…
 
Co jakiś czas można znaleźć w programach telewizyjnych tytuły filmowe, w których ludziom przypisywana jest boska wielkość, np. Bogowie, Jestem bogiem czy Bruce wszechmogący. Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że nowoczesność i postęp techniczny czynią go tak wielkim, że wiara w Boga i Kościół stają się niepotrzebne.
 
Co rusz w sferze publicznej pojawiają się aktorzy, piosenkarze, politycy, a czasem nawet duchowni, którzy wprawdzie nie twierdzą, że są bogami, ale są lansowani jako najwyższe autorytety i wierzą w swoją osobistą wielkość. W imię swojej mniemanej wyjątkowości przypisują sobie prawo do strofowania i pouczania innych, choć ich nieznajomość historii czy spraw społecznych często wręcz szokuje.
 
Nasze doświadczenie z codziennego życia mówi nam, że nie tylko celebryci uważają, że są wielcy i dlatego „naj” w każdym calu. Ile razy przecież w domach rodzinnych dochodzi do ostrej wymiany zdań, bo znowu ktoś z domowników postanowił pokazać swoją wielkość:
    Ja wiem najlepiej, ja znam się na wszystkim, ja wszystko potrafię?!
 
 
Czy chrześcijaństwo zabrania swoim wyznawcom myśleć o wielkości? Z pewnością nie. O kimś wielkim mówi przecież dzisiaj Ewangelia. To niezwykły, wielki prorok Jan. Ze wszystkich stron ściągają do niego tłumy, aby posłuchać jego słów i przyjąć z jego rąk chrzest. Jan wie, o czym mówi. Nie głosi swoich opinii i nie mami słuchaczy fałszywymi obietnicami. Nie przekonuje nikogo o swojej wielkości i nie nazywa siebie bogiem. A jednak jest wielki, skoro niektórym wydaje się, że jest to oczekiwany przez wszystkich mesjasz – zapowiadany przez proroków wyzwoliciel Izraela.
 
Jana Chrzciciela otacza nimb sławy, choć on sam nie zabiega o popularność ani o zaszczyty. Prowadzi prosty tryb życia i nie szuka u innych uznania. Pytany o to, kim jest, odpowiada: Nie jestem, gdyż wie, że nadchodzi Ten, który będzie mógł powiedzieć: Ja jestem. Jan wie, że jest tylko głosem, a wkrótce przyjdzie Ten, który jest Słowem odwiecznym. Jego zadaniem jest być lampą wskazującą ludziom drogę, która poprowadzi ich na spotkanie ze Światłem. Jan wie, że jest sługą, a nawet już nie sługą, bo kimś tak małym, że Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu, nawet nie jest godzien usługiwać.
 
Dlaczego Jan nie uwierzył w swoją wielkość? Przecież wszystko predestynowało go tego, by uznał siebie za osobistość i autorytet. Jest rozpoznawalny, jego głos liczy się w społeczeństwie i skupia wokół siebie wielu ludzi. Dlaczego chce się umniejszać, podczas gdy mógłby zyskiwać coraz większą popularność i znaczenie?
 
Jan jest człowiekiem wierzącym w Boga, przy czym jego wiara nie kończy się na uznaniu istnienia Stwórcy świata. Jan jest świadom, iż otrzymał od Niego zadanie. Bóg chce, aby zaangażował się w dzieło wyzwolenia ludzi spod panowania grzechu i śmierci, czyli w budowanie Jego królestwa. Jego życie ma sens tylko wtedy, gdy jest poddane woli Bożej. On jest tylko sługą, a Bóg jest Panem.
 
Jan jest prorokiem, który zna Boże zamiary. Wie, kim jest Jezus narodzony z Maryi Dziewicy. To Pan i Bóg. Sam zaś nie chce udawać kogoś, kim nie jest. A jest przecież sługą Boga. Im bardziej zaś poznaje, kim jest Bóg, tym mniejszy staje się w swoich oczach. I właśnie dopiero wtedy osiąga prawdziwą wielkość. Dlatego Jezus powie o Janie Chrzcicielu, że między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od niego. W Bożym świetle, które Zbawiciel przynosi na świat, wielki jest ten, kto nie wstydzi się uznać, że tylko Bóg jedynie jest doskonały, nieomylny i wielki, a on sam jest całkowicie od Niego zależny.
 
 
Zbliża się uroczystość Bożego Narodzenia. Jezus przychodzi na ziemię do wszystkich bez wyjątku. Czy jednak wszyscy są gotowi na spotkanie z Dziecięciem rodzącym się w Betlejem? Czy ktoś przekonany o swojej wielkości, wszechwiedzy i sławie może w pełni zakosztować radości Bożego Narodzenia?
 
 
    Zmarły kilka lat temu sławny włoski artysta operowy Luciano Pavarotti wspominał swoje wyjątkowe Boże Narodzenie. Miał wtedy 40 lat. Był bogaty, sławny i popularny. Wydawało mu się, że osiągnął szczyty wielkości. Myślał, że teraz wszystko jest w jego rękach i że nic i nikogo mu już nie potrzeba. Zapatrzony w siebie coraz bardziej tracił kontakt z żoną i córkami.
    22 grudnia 1975 roku wracał samolotem z USA do Włoch. Pilot informował pasażerów o trudnościach z podejściem do lądowania z powodu gęstej mgły. Mimo to podjął próbę posadzenia maszyny na pasie lotniska, a wtedy skrzydło nachyliło się i pękło, potem odpadł jeden z silników, aż w końcu samolot rozpadł się na dwie części. Ludzie krzyczeli, płakali, wołali o pomoc.
    Gdy Pavarotti był już w domu przy żonie i dzieciach, poczuł coś, czego dawno mu nie było dane zaznać – smak życia. To nie on jest jego panem. Przecież niewiele brakowało, by je stracił. Nie mógł się teraz napatrzeć na swoje córki i na swoją żonę. Stwierdził, że całe swoje życie widzi teraz w innym świetle. Nie, wcale nie jest bogiem. I nie jego kariera, pieniądze i sława są najważniejsze. Tak, życie staje się piękne dopiero wtedy, gdy na pierwszym miejscu znajdzie się Bóg i rodzina. To były jego najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia, które przeżywał z zachwytem małego dziecka…
 
 
Jan jest wielki, gdyż nie skupia się na sobie i jak pokorny sługa czeka na przyjście Pana. Nie odgrywa „roli Boga” ani nie przysłania Go sobą. Swoim przykładem wzywa nas, byśmy oderwali się od siebie i porzucili przekonanie o swojej wielkości, samowystarczalności i nieomylności. Wtedy stajemy się „mali” i możemy uznać potęgę i panowanie Boga. A jest to Bóg, który nikogo nie uciska i nikim nie pogardza, lecz darzy człowieka miłością bez granic. Tak jak teraz, gdy w tej Eucharystii karmi nas Słowem i Chlebem miłości.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Drukuj...
Profesor doktor habilitowany, wykładowca na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie
oraz w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie – Elbląg.
o. Ryszard Hajduk CSsR

Być wielkim jak Jan Chrzciciel…
 
Co jakiś czas można znaleźć w programach telewizyjnych tytuły filmowe, w których ludziom przypisywana jest boska wielkość, np. Bogowie, Jestem bogiem czy Bruce wszechmogący. Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że nowoczesność i postęp techniczny czynią go tak wielkim, że wiara w Boga i Kościół stają się niepotrzebne.
 
Co rusz w sferze publicznej pojawiają się aktorzy, piosenkarze, politycy, a czasem nawet duchowni, którzy wprawdzie nie twierdzą, że są bogami, ale są lansowani jako najwyższe autorytety i wierzą w swoją osobistą wielkość. W imię swojej mniemanej wyjątkowości przypisują sobie prawo do strofowania i pouczania innych, choć ich nieznajomość historii czy spraw społecznych często wręcz szokuje.
 
Nasze doświadczenie z codziennego życia mówi nam, że nie tylko celebryci uważają, że są wielcy i dlatego „naj” w każdym calu. Ile razy przecież w domach rodzinnych dochodzi do ostrej wymiany zdań, bo znowu ktoś z domowników postanowił pokazać swoją wielkość:
    Ja wiem najlepiej, ja znam się na wszystkim, ja wszystko potrafię? 
 
Czy chrześcijaństwo zabrania swoim wyznawcom myśleć o wielkości? Z pewnością nie. O kimś wielkim mówi przecież dzisiaj Ewangelia. To niezwykły, wielki prorok Jan. Ze wszystkich stron ściągają do niego tłumy, aby posłuchać jego słów i przyjąć z jego rąk chrzest. Jan wie, o czym mówi. Nie głosi swoich opinii i nie mami słuchaczy fałszywymi obietnicami. Nie przekonuje nikogo o swojej wielkości i nie nazywa siebie bogiem. A jednak jest wielki, skoro niektórym wydaje się, że jest to oczekiwany przez wszystkich mesjasz – zapowiadany przez proroków wyzwoliciel Izraela.
 
Jana Chrzciciela otacza nimb sławy, choć on sam nie zabiega o popularność ani o zaszczyty. Prowadzi prosty tryb życia i nie szuka u innych uznania. Pytany o to, kim jest, odpowiada: Nie jestem, gdyż wie, że nadchodzi Ten, który będzie mógł powiedzieć: Ja jestem. Jan wie, że jest tylko głosem, a wkrótce przyjdzie Ten, który jest Słowem odwiecznym. Jego zadaniem jest być lampą wskazującą ludziom drogę, która poprowadzi ich na spotkanie ze Światłem. Jan wie, że jest sługą, a nawet już nie sługą, bo kimś tak małym, że Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu, nawet nie jest godzien usługiwać.
 
Dlaczego Jan nie uwierzył w swoją wielkość? Przecież wszystko predestynowało go tego, by uznał siebie za osobistość i autorytet. Jest rozpoznawalny, jego głos liczy się w społeczeństwie i skupia wokół siebie wielu ludzi. Dlaczego chce się umniejszać, podczas gdy mógłby zyskiwać coraz większą popularność i znaczenie?
 
Jan jest człowiekiem wierzącym w Boga, przy czym jego wiara nie kończy się na uznaniu istnienia Stwórcy świata. Jan jest świadom, iż otrzymał od Niego zadanie. Bóg chce, aby zaangażował się w dzieło wyzwolenia ludzi spod panowania grzechu i śmierci, czyli w budowanie Jego królestwa. Jego życie ma sens tylko wtedy, gdy jest poddane woli Bożej. On jest tylko sługą, a Bóg jest Panem.
 
Jan jest prorokiem, który zna Boże zamiary. Wie, kim jest Jezus narodzony z Maryi Dziewicy. To Pan i Bóg. Sam zaś nie chce udawać kogoś, kim nie jest. A jest przecież sługą Boga. Im bardziej zaś poznaje, kim jest Bóg, tym mniejszy staje się w swoich oczach. I właśnie dopiero wtedy osiąga prawdziwą wielkość. Dlatego Jezus powie o Janie Chrzcicielu, że między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od niego. W Bożym świetle, które Zbawiciel przynosi na świat, wielki jest ten, kto nie wstydzi się uznać, że tylko Bóg jedynie jest doskonały, nieomylny i wielki, a on sam jest całkowicie od Niego zależny. 
 
Zbliża się uroczystość Bożego Narodzenia. Jezus przychodzi na ziemię do wszystkich bez wyjątku. Czy jednak wszyscy są gotowi na spotkanie z Dziecięciem rodzącym się w Betlejem? Czy ktoś przekonany o swojej wielkości, wszechwiedzy i sławie może w pełni zakosztować radości Bożego Narodzenia? 
 
    Zmarły kilka lat temu sławny włoski artysta operowy Luciano Pavarotti wspominał swoje wyjątkowe Boże Narodzenie. Miał wtedy 40 lat. Był bogaty, sławny i popularny. Wydawało mu się, że osiągnął szczyty wielkości. Myślał, że teraz wszystko jest w jego rękach i że nic i nikogo mu już nie potrzeba. Zapatrzony w siebie coraz bardziej tracił kontakt z żoną i córkami.
    22 grudnia 1975 roku wracał samolotem z USA do Włoch. Pilot informował pasażerów o trudnościach z podejściem do lądowania z powodu gęstej mgły. Mimo to podjął próbę posadzenia maszyny na pasie lotniska, a wtedy skrzydło nachyliło się i pękło, potem odpadł jeden z silników, aż w końcu samolot rozpadł się na dwie części. Ludzie krzyczeli, płakali, wołali o pomoc.
    Gdy Pavarotti był już w domu przy żonie i dzieciach, poczuł coś, czego dawno mu nie było dane zaznać – smak życia. To nie on jest jego panem. Przecież niewiele brakowało, by je stracił. Nie mógł się teraz napatrzeć na swoje córki i na swoją żonę. Stwierdził, że całe swoje życie widzi teraz w innym świetle. Nie, wcale nie jest bogiem. I nie jego kariera, pieniądze i sława są najważniejsze. Tak, życie staje się piękne dopiero wtedy, gdy na pierwszym miejscu znajdzie się Bóg i rodzina. To były jego najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia, które przeżywał z zachwytem małego dziecka… 
 
Jan jest wielki, gdyż nie skupia się na sobie i jak pokorny sługa czeka na przyjście Pana. Nie odgrywa „roli Boga” ani nie przysłania Go sobą. Swoim przykładem wzywa nas, byśmy oderwali się od siebie i porzucili przekonanie o swojej wielkości, samowystarczalności i nieomylności. Wtedy stajemy się „mali” i możemy uznać potęgę i panowanie Boga. A jest to Bóg, który nikogo nie uciska i nikim nie pogardza, lecz darzy człowieka miłością bez granic. Tak jak teraz, gdy w tej Eucharystii karmi nas Słowem i Chlebem miłości.
 
 
Profesor doktor habilitowany, wykładowca na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynieoraz w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie – Elbląg.
o. Ryszard Hajduk CSsR

 


© 2009 www.parafia.lubartow.pl