Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Czytania na dziś
 
Telewizja publiczna promuje antykulturę
17-09-2011 19:26 • Ks. Stanisław Rząsa

Telewizja publiczna promuje antykulturę

R. SOBKOWICZ

Z ks. bp. Adamem Lepą z Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu, rozmawia Sławomir Jagodziński

Obchodzony w Polsce w trzecią niedzielę września Dzień Środków Społecznego Przekazu w tym roku wypada na zakończenie Tygodnia Wychowania. Czy hasło "Wszyscy zacznijmy wychowywać" nie wskazuje także na konieczność kształtowania postawy mądrego korzystania z mediów?
- Trawestując to hasło, powinno się powiedzieć, a może wykrzyczeć: "Zacznijmy wreszcie wychowywać do mediów!". Bowiem z badań i ze zwykłej obserwacji wynika, że tylko znikomy procent rodziców w sposób przemyślany przygotowuje dzieci do prawidłowego odbioru mediów. Podobnie należy powiedzieć o szkole, w której w najlepszym przypadku "mówi się o mediach", ale to nie jest jeszcze "wychowanie do mediów". Powstał jeden z najsmutniejszych paradoksów we współczesnej edukacji. Oto młody człowiek w Polsce nigdy przedtem nie miał tak szerokiego dostępu do wiedzy, kultury i rozrywki dzięki mediom jak obecnie. Ale jednocześnie nigdy wcześniej młodzi odbiorcy mediów nie byli tak porażani ich negatywnym wpływem jak teraz. Wystarczy wymienić takie następstwa nieprawidłowego odbioru mediów, jak lekceważenie kultury wysokiej, uzależnienie się od telewizji i internetu czy rezygnacja z czytelnictwa. Dość powiedzieć, że w ocenie negatywnego wpływu mediów sięga się dziś po terminologię wojskową i słownictwo medyczne, przestrzegając, że np. telewizja jest medium masowym o największej sile rażenia, a pewne media są wyjątkowo toksyczne i mogą prowadzić do "amputacji myślenia". Najbardziej dziwi fakt, że Polacy mają niespotykane dotąd możliwości wyboru w odbiorze mediów. A mimo to młody człowiek czyta gazetę, która w sposób niezwykle przebiegły okłamuje go i manipuluje nim. Ogląda telewizję, która zgodnie z przestrogą Billa Gatesa coraz skuteczniej rządzi jego umysłem. Słucha radia, które wprowadza do jego psychiki totalny zamęt. Powstaje pytanie, gdzie są w takich sytuacjach rodzice?

A jakie są główne zasady odpowiedzialnego korzystania ze środków społecznego przekazu?
- Kościół katolicki wypracował najlepszą koncepcję wychowania do mediów. Idzie ona o wiele dalej niż edukacja medialna w szkole, opiera się bowiem na przemyślanym oddziaływaniu wychowawczym, a więc nie poprzestaje tylko na przekazywaniu wiedzy o mediach, o ich języku, historii, o powstawaniu programów radiowych i telewizyjnych itp. W tej koncepcji "wychowywać do mediów" znaczy kształtować odpowiednie postawy - przede wszystkim postawę krytyczną wobec mediów i postawę ich selektywnego odbioru. Jeżeli zaś media ukształtowały w młodym człowieku postawy negatywne, należy mu pomóc w uwolnieniu się od nich. Taką postawą negatywną może być uzależnienie się od mediów czy postawa makiawelizmu polegająca na stałej tendencji do manipulowania drugim człowiekiem. W ramach wychowania do mediów ważnym zadaniem jest uformowanie sumienia, które spełnia rolę busoli w sytuacjach, gdy trzeba podejmować właściwe decyzje w korzystaniu z mediów. I jeszcze ta wyjątkowo ambitna zasada w wychowaniu do mediów. Oto tak należy wychowywać dziecko, aby gdy dorośnie, umiało pozytywnie wpływać na funkcjonowanie mediów. Od wczesnego dzieciństwa należy przekonywać młodego człowieka, że nie wystarczy, iż tylko on ma być pod wpływem mediów, lecz sam, w razie potrzeby powinien na nie oddziaływać - poprzez dobre rady, sugestie, zdrową krytykę, ale też w drodze protestu lub złożenia skargi w odpowiedniej instytucji.

Można mieć wiele zastrzeżeń do mediów komercyjnych, które wedle jakichś swoich określonych założeń często pokazują niemoralne programy, atakują zasady chrześcijańskie i ludzi Kościoła. Gdy nawet w telewizji publicznej dochodzi do promowania satanizmu poprzez zaangażowanie do programu człowieka, który gardzi chrześcijaństwem, profanuje symbole religijne, Pismo Święte, to już chyba najwyższy czas, aby zapytać, dokąd właściwie jako Polacy zmierzamy?
- Media komercyjne spętane są bezwzględnym podporządkowaniem się wartościom rynkowym. Znany dylemat "misja czy kasa" jest w nich rozgrywany zawsze ze wskazaniem na kasę. Dlatego wartości chrześcijańskie i patriotyczne kierowane są na bocznicę medialną albo wcale nie dochodzą do głosu. One są z definicji niedochodowe. Jest niedobrze, gdy młody człowiek korzysta wyłącznie z mediów, które ogłupiają go tak dalece, że nie jest nawet zdolny zrozumieć, co traci i jak mało zyskuje. Trzeba przyznać, że występujący tam kuglarze potrafią po mistrzowsku czarować swoich fanów. Sytuacja ta jest wyzwaniem rzuconym w stronę rodziców. Jeśli się nie zbudzą i nie pomogą dziecku, ich bierność i opieszałość mogą doprowadzić do przykrych następstw w jego rozwoju osobowym.
Jeszcze większą obawę budzą kontrowersyjne decyzje w telewizji publicznej dotyczące człowieka, który propaguje satanizm. Nie da się tego usprawiedliwić ani postępową tolerancją, ani prawem do wolności przekonań czy swobody w uprawianiu sztuki. Swoimi ekscesami "Nergal" obraża chrześcijan i demonstruje wobec nich nienawiść. Działania takie są szerzeniem antykultury, wszak satanizm z natury swej niszczy kulturę. Jest to tym bardziej żałosne, że telewizja publiczna ustawowo zobowiązana jest do propagowania kultury i do działań na rzecz jej rozwoju. W tej samej firmie wielbicielki satanisty ostentacyjnie stają w jego obronie, popierając hasła, które on głosi. Trwa swoista karuzela, która jest przestrogą, że rozpętana zabawa może się fatalnie skończyć. Tym bardziej że uruchomiona została antydemokratyczna spirala wykluczania osób, których patriotyzm i wartości chrześcijańskie nie mieszczą się w obowiązującej poprawności politycznej. Tych zjawisk nie wolno lekceważyć, mogą doprowadzić do katastrofy w dziedzinie kultury.

Zastanawia też i budzi obawy nieprzyznanie Telewizji Trwam miejsca na platformie cyfrowej.
- Jest to forma dyskryminacji, gdyż uzasadnienie odmowy nie dostarcza merytorycznych argumentów. Odmowa robi wrażenie, że również i tu daje znać o sobie upiór wykluczania - dziedzictwo minionych czasów. A spodziewaliśmy się, że pojęcie "getta" już na zawsze zostanie wykreślone z polskiej przestrzeni publicznej. Nie jest wcale przypadkiem, że Papież Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na Niedzielę Środków Społecznego Przekazu przestrzega przed tworzeniem monopolów w świecie mediów. Wyjątkowej roli Telewizji Trwam w Polsce i poza jej granicami, a szczególnie w środowiskach polonijnych nie trzeba podkreślać. W transmisjach ze spotkań o randze międzynarodowej wypełnia ona również lukę spowodowaną indolencją telewizji publicznej. Nic dziwnego, że polscy biskupi zgromadzeni na Jasnej Górze wyrazili słowa uznania pod adresem Telewizji Trwam.
Wspomniane fakty sugerują, że komuś bardzo zależy na tym, żeby w Polskę i w świat poszedł sygnał, iż mamy u nas do czynienia z symptomami oligarchicznego systemu mediów. Oznacza to zagrożenie dla demokracji w szczególnie delikatnej dziedzinie, jaką jest zagwarantowanie wolności i pluralizmu w mediach oraz prawa do tworzenia mediów alternatywnych. Prowadzi to do zachwiania ładu informacyjnego w państwie, co może się odbić negatywnie na jego bezpieczeństwie. Traci na tym przede wszystkim źle poinformowany obywatel.

Dziękuję za rozmowę.


© 2009 www.parafia.lubartow.pl