Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

Wola Lisowska - godz. 900

Czytania na dziś
 
17 niedziela zwykła -24 lipca
24-07-2016 14:38 • Ks. Stanisław Rząsa

Liturgia słowa, której za chwilę wysłuchamy, uczy modlitwy, a raczej wskazuje na istotny jej element. Jest nim wytrwałość. Modlitwa Abrahama, zamieszczona w Księdze Rodzaju, jest najlepszym świadectwem, że Pan Bóg oczekuje wręcz naszego zmagania się z Nim. Podobną myśl przedstawia uczniom Jezus w Ewangelii według Świętego Łukasza. W ten sposób Bóg chce wzmocnić wiarę proszącej osoby. Wiara, którą otrzymujemy na chrzcie świętym, jest niejako jeszcze w zalążku. Potrzebuje rozwoju i umocnienia, by stała się silna i niezachwiana. Święty Paweł powie dziś, że dojrzała wiara w Jezusa Chrystusa będzie nie tylko pomocą w modlitwie, ale stanie się źródłem przebaczenia grzechów.

            Otwórzmy nasze serca na głos Pana Boga.

Czasem można odnieść wrażenie, że modlitwa jest jak zsypywanie ziemniaków do piwnicy albo ładowanie węgla na wagony. Można widzieć efekty i mieć satysfakcję z dobrzej wykonanej roboty! Wyznawca Chrystusa wykonuje bowiem swój chrześcijański obowiązek, recytując odpowiednią liczbę takich, a nie innych modlitw, czy też wypełnia nimi określony czas. Cały jest skupiony na swoich modlitwach. Liczy je albo mierzy ich długość z zegarkiem w ręku. Z ilości wyrecytowanych tekstów czy czasu poświęconego na wypowiadanie słów czerpie zadowolenie. Tyle przecież udało mu się odmówić! Cieszy go to, co Panu Bogu mógł dać. Albo przynajmniej odczuwa spokój z dobrze wypełnionego obowiązku. Pan Bóg jest przecież „zaspokojony”! I nie może mieć do niego żadnych pretensji! Przecież jest taki pobożny i skrupulatny! Teraz też może liczyć na wzajemność z strony Pana Boga w myśl zasady: Dałem, więc i Ty daj!

 

Czy rzeczywiście o to chodzi w modlitwie? Czy modlitwa, a właściwie pokaźne ilości słów są Panu Bogu potrzebne? Czy wystarczy tylko modlić się po to, by poczuć się zadowolonym z dobrze spełnionego obowiązku chrześcijańskiego?

Holenderski kapłan i pisarz Henri Nouwen w jednej ze swoich książek zauważa, iż Jezus nie tyle wzywa nas do tego, aby odmawiać modlitwy, lecz by modlić się nieustannie. Można mieć przecież na ustach pobożne słowa, a skupiać się przy tym tylko na sobie. Tymczasem modlitwa to przede wszystkim postawa, którą człowiek przyjmuje względem Boga. Modlitwa to wznoszenie się serca ku Bogu, jak uczy nas tego liturgia Mszy Świętej (wstęp do prefacji).

Człowiek przybiera właściwą postawę wtedy, gdy wie, przed kim stoi. Swego czasu ktoś obserwował, jak prezydent Stanów Zjednoczonych John F. Kennedy bawił się ze swoimi pociechami. Dzieci rzucały w niego zabawkami, śmiały się głośno i wołały: Tatusiu! Dla osób postronnych był to dziwny, a może nawet szokujący widok: przecież to polityk mający ogromną władzę, głowa największego mocarstwa na świecie! Dla swoich dzieci był on jednak ojcem. Nie musiały stać przed nim na baczność, gdyż wiedziały, że jest kochającym ich tatusiem.

 

Ucząc nas modlić się, Jezus poleca nam mówić na początku: Ojcze nasz! Bóg jest łaskawym i miłosiernym Ojcem, który obdarza nas zawsze tym, co dobre. Dlatego możemy z pełnym zaufaniem przed Nim stawać i otwierać swoje serce.

Skoro Bóg jest naszym Ojcem, to my jesteśmy Jego dziećmi. Jednak – jak uczył nas papież Benedykt XVI – nie jesteśmy jeszcze „gotowymi” dziećmi Bożymi, lecz naszym zadaniem jest coraz pełniej się nimi stawać. Dzieje się to wtedy, gdy coraz mocniej upodabniamy się do Chrystusa. Chodzi więc nie tylko o to, by – jak uczy Jezus – zwracać się do Boga: Ojcze nasz!, ale stawać się Jego dzieckiem na wzór Jednorodzonego Syna Bożego. Nie jesteśmy w stanie dokonać tego o własnych siłach. Dlatego Jezus zwraca nam uwagę na to, by prosić na modlitwie o Ducha Świętego. Jest to ten sam Duch, który wypełniał Jego życie, a którego moc dzisiaj dokonuje przemiany człowieka w dziecko Boże. O takiej przemianie świadczy postawa zmarłego kilka lat temu kapłana i poety Jana Twardowskiego, który mówi o tym w jednym ze swoich wierszy:

Po prostu usiądę przy panu i zwierzę swój sekret, że ja, ksiądz, wierzę Panu Bogu jak dziecko.

 


© 2009 www.parafia.lubartow.pl