Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

Wola Lisowska - godz. 900

Czytania na dziś
 
Oszukać sumienie?
20-10-2010 14:25 • Ks. Stanisław Rząsa

Słowna ekwilibrystyka "Newsweeka"

Oszukać sumienie?


Tygodnik w najnowszym numerze zamieszcza tekst pt. "Jak pogrzebać płód". Dotyczy on prac nad ustawą określającą zasady rejestracji i pochówków dzieci utraconych w wyniku poronienia. Zamysł autora felietonu jest zasadniczo dobry: pokazać problem prawny, z jakim borykają się rodzice mający za sobą takie doświadczenie. Jest jednak coś, co każe nieco inaczej spojrzeć na treść artykułu.

Nagminnie pojawia się w nim słowo "płód", natomiast "dziecko" już tylko w kontekście, który niejako wymusza precyzyjność przytoczenia specyfikacji dokumentu, który należy złożyć w urzędzie stanu cywilnego. Raz też zostaje użyte określenie "zarodek". W pozostałych przypadkach stosuje się wyrażenie "płód". Zgrzyt jest widoczny już na poziomie stylistyki tekstu. Uczono mnie, że zasady poprawności wymagają, by w kolejnych zdaniach nie powtarzały się te same wyrazy. Tutaj reguła ta jest w szkolny sposób łamana. Więcej: czytając felieton, ma się wrażenie, jakby był to zabieg celowy. Kilkakrotna lektura utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Czy to przypadek, czy świadome działanie? A może efekt korekty, po której zdania przybrały taki, a nie inny kształt? Tego zapewne się nie dowiemy.
Od 15 lat pracuję z rodzicami w żałobie. W grupie wsparcia jest wielu, którzy stracili dziecko wskutek poronienia, i nie było takiej sytuacji, by ktokolwiek z nich używał na jego określenie słowa "płód". Więcej: myślę, że gdyby pojawiło się ono w rozmowie, poczuliby się głęboko dotknięci. Zawsze jest to "dziecko" - mały człowiek, kochany, utęskniony, z miłością wyczekiwany. Bywa, że mający już imię. Człowiek, którego utracenie zabolało do granic wytrzymałości.
Odważę się postawić tezę, że wspomniana stylistyka jest zabiegiem celowym, wpisującym się w pewien szerszy, przemyślany nurt. Jego założenia są z grubsza następujące: aby przekonać społeczeństwo, że "to coś" noszone w łonie matki może być bez problemu, w świetle prawa, uśmiercone, trzeba utrwalić w nim tezę, że nie mamy do czynienia z człowiekiem, lecz jedynie z bezpodmiotowym zlepkiem komórek. Proste? To stare, dobrze nam znane melodie. Pojawiają się i nowe. Eksposeł PO z Lublina przekonywał niedawno, że chodzi tu o "coś" w rodzaju "przedczłowieka"...
Sumienia nie da się oszukać, nawet przy pomocy tak przewrotnej słownej ekwilibrystyki. Jej siermiężność być może uchodziła jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Takie i podobne argumenty jeszcze częściowo były nośne na początku lat 90. minionego wieku. Dziś już trącą myszką. Może autor felietonu nie słyszał, ale istnieje coś takiego jak USG. Niektóre aparaty są tak zaawansowane technologicznie, że obraz jest trójwymiarowy. Pokazują, że pod sercem matki nie egzystuje bliżej niezdefiniowany "płód", lecz mały człowiek z bijącym sercem, mający świadomość, wolę życia. Żadne słowne zabiegi nie są w stanie tego zmienić. Z pewnością będzie ich jeszcze wiele. Obyśmy tylko nie dali się oszukać.
ks. Paweł Siedlanowski


© 2009 www.parafia.lubartow.pl