Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
Niedzielne Msze Święte
Parafia Świętej Anny

7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 15.00, 18.00

Parafia Matki Bożej

700, 900, 1030, 1200,
1315, 1800

Parafia Wniebowstąpienia

730, 1030, 1200, 1700

W Brzezinach - godz. 900

Wola Lisowska - godz. 900

Czytania na dziś
 
Pisałeś wypominki
25-11-2017 09:17 • Ks. Stanisław Rząsa

Pisałeś wypominki?
ks. Tomasz Horak
dodane 18.11.2017 10:45 Zachowaj na później
 
To nie to samo, co genealogiczne drzewo. To żywa pamięć i związek z tymi, którzy ciągle są, żyją. Niedostępni - a przecież bliscy.
Mijają trzy tygodnie, można spokojnie dotknąć tematu, by nie zostać odebranym jako obrazoburca. Stary wypominkowy dowcip znacie. Ksiądz czyta kolejny stosik kartek: „Za duszę Jana i Zofii, za duszę Antoniego i Karoliny, za duszę Franciszka...”. Dwóch młodych popatrzyło na siebie, trącili się łokciami. Jednemu było Antoni, drugiemu Franciszek. „Spadamy – gorączkowo szepnął Franek do Antka, bo zaraz nas zadusi”.
W czym rzecz? W tej niekończącej się litanii imion, nazwisk, pokrewieństw. Czytający wpada w trans, znaczenia słów już nie ogarnia, czasem w wyobraźni widzi twarze tych, których dawno pochował. Czasem otrzeźwi go wpis: „Za zmarłego Jana Pawła II i ks. Popiełuszkę”. Chwila przerwy i półgłosem wypowiedziany komentarz: „Oni przecież już w niebie”. Zdrajca mikrofon podchwycił i ogłosił, że oni już w niebie. A że u mnie dwa cmentarze, to było napisane „stary cmentarz”. Oczy, jak automatyczny czytnik przetransponowały pisane na mówione. I wyszło: „za wszystkich zmarłych z rodziny, pokrewieństwo i stary cmentarz”.
Nie, nie kpię ze zwyczaju wypominek. Szanuję ten zwyczaj. Nie dlatego, że towarzyszy mu „kasa”. Do tego wątku wrócę za chwilę. Szanuję ten zwyczaj, bo jest jednym z elementów naszej pokoleniowej pamięci. „Narody tracąc pamięć, tracą życie” – to napis przy wejściu na zakopiański cmentarz na Pęksowym Brzyzku. Ponoć jest to aforyzm autorstwa francuskiego (i polskiego!) generała Focha. Przetransponuję nieco to zdanie: „Rodziny tracąc pamięć, tracą życie”. Pisałeś kiedyś wypominki? Rodzice, bracia, siostry, dziadkowie, ciotki, wujki... To jakoś poukładane. Przy kolejnym pokoleniu wstecz – imion coraz mniej, a powinno być więcej. Pradziadków wielu już nie pamięta. Pra-pra – to już mało kto. Wiem, są tacy, co to rodowody kompletują, drzewa genealogiczne sadzą..., przepraszam, tworzą. Nawet są do tego stosowne aplikacje komputerowe. Ale tak masowo – to tylko wypominki zostały.
Pisałeś kiedyś kartkę wypominkową? Ja dawniej nie pisałem, mam to w głowie, choć na pewno niekompletne (skomplikowana historia obu pni mojej rodziny. A jeszcze koledzy, koleżanki...). Przed rokiem po raz pierwszy się w tych swoich wypominkach poplątałem. Tego roku grzecznie sporządziłem kartkę. Wsadziłem pomiędzy inne, przeczytałem. To nie to samo, co genealogiczne drzewo. To żywa pamięć i związek z tymi, którzy ciągle są, żyją, niedostępni – a przecież bliscy. I może trzeba być po siedemdziesiątce, by odczuć i przeżyć to z jakąś dziwną jasnością umysłu i serca.
A do wypominkowej kartki i długiej litanii imion potrzebny kwiat. Dawniej jeden, dziś także drugi, dziesiąty... Morze kwiatów, zorza zniczy. Wrócić na cmentarz późnym wieczorem – widok pełen spokoju i zadumy. Kilka zdjęć... Wraca się do nich później. Ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się, że kilkoro moich młodych parafian (wiek pogimnazjalny), chłopców i dziewcząt, objechało samochodem cmentarze całej okolicy, gdy już nie było wielu ludzi, tylko widoczna z daleka łuna przyciągała wzrok. Też fotografowali. I modlili się. W pobliskim miasteczku młodzieżowy zespół grał i śpiewał – repertuar dobierając do chwili i miejsca. Być wśród swoich, także na cmentarzu. Ci młodzi nie pójdą niszczyć nagrobków i dewastować nekropolii. Niszczyciele są spośród tych, co to śmierci i życia nie rozumieją. Dla nich wypominki to pewnie farsa, a grzeczne stanie przy grobie babci – tortura.
To wszystko kosztuje. Jasne. Na tym świecie to czynnik obecny od zawsze. Tyle że współczynnik jest chyba rosnący. Ja też mam groby bliskich, wiem. I nie będę składowych tej sumy wyliczał. Cmentarze z zawodowego obowiązku znam. Widzę, jak z latami nagrobki nabierają innego wyglądu – już nie lastriko, już nie marmur, już nawet nie zwykły granit. Dostępność materiału, formy, liternictwa jest zdumiewająca. A że część to chińska masówka, tutaj tylko „implementowana”? To co? Są porządne i tyle. Kiedyś grobowce były też wystawne – świadczą o tym zabytkowe cmentarze. Tyle że na wystawne i artystyczne budowle stać nielicznych. Dziś wszystko się jakoś uśredniło. Może to i dobrze?
A te wypominkowe pieniądze? Tak to wygląda, że za całą wypominkową kasę to bym jednego dzisiejszego nagrobka nie postawił. To o czym tu mówić? A na każdym grobie kwiaty i znicze za wielokrotność wypominkowej ofiary. Byle nasza pamięć o tych, co to już na drugim brzegu, trwała przed Bogiem. I by wystawność grobowców i wszelakich dekoracji nie była pusta, lecz pełna oczekiwania wyrastającego z wiary.
Pisałeś wypominki
ks. Tomasz Horak
To nie to samo, co genealogiczne drzewo. To żywa pamięć i związek z tymi, którzy ciągle są, żyją. Niedostępni - a przecież bliscy.
Mijają trzy tygodnie, można spokojnie dotknąć tematu, by nie zostać odebranym jako obrazoburca. Stary wypominkowy dowcip znacie. Ksiądz czyta kolejny stosik kartek: „Za duszę Jana i Zofii, za duszę Antoniego i Karoliny, za duszę Franciszka...”. Dwóch młodych popatrzyło na siebie, trącili się łokciami. Jednemu było Antoni, drugiemu Franciszek. „Spadamy – gorączkowo szepnął Franek do Antka, bo zaraz nas zadusi”.
W czym rzecz? W tej niekończącej się litanii imion, nazwisk, pokrewieństw. Czytający wpada w trans, znaczenia słów już nie ogarnia, czasem w wyobraźni widzi twarze tych, których dawno pochował. Czasem otrzeźwi go wpis: „Za zmarłego Jana Pawła II i ks. Popiełuszkę”. Chwila przerwy i półgłosem wypowiedziany komentarz: „Oni przecież już w niebie”. Zdrajca mikrofon podchwycił i ogłosił, że oni już w niebie. A że u mnie dwa cmentarze, to było napisane „stary cmentarz”. Oczy, jak automatyczny czytnik przetransponowały pisane na mówione. I wyszło: „za wszystkich zmarłych z rodziny, pokrewieństwo i stary cmentarz”.
Nie, nie kpię ze zwyczaju wypominek. Szanuję ten zwyczaj. Nie dlatego, że towarzyszy mu „kasa”. Do tego wątku wrócę za chwilę. Szanuję ten zwyczaj, bo jest jednym z elementów naszej pokoleniowej pamięci. „Narody tracąc pamięć, tracą życie” – to napis przy wejściu na zakopiański cmentarz na Pęksowym Brzyzku. Ponoć jest to aforyzm autorstwa francuskiego (i polskiego!) generała Focha. Przetransponuję nieco to zdanie: „Rodziny tracąc pamięć, tracą życie”. Pisałeś kiedyś wypominki? Rodzice, bracia, siostry, dziadkowie, ciotki, wujki... To jakoś poukładane. Przy kolejnym pokoleniu wstecz – imion coraz mniej, a powinno być więcej. Pradziadków wielu już nie pamięta. Pra-pra – to już mało kto. Wiem, są tacy, co to rodowody kompletują, drzewa genealogiczne sadzą..., przepraszam, tworzą. Nawet są do tego stosowne aplikacje komputerowe. Ale tak masowo – to tylko wypominki zostały.
Pisałeś kiedyś kartkę wypominkową? Ja dawniej nie pisałem, mam to w głowie, choć na pewno niekompletne (skomplikowana historia obu pni mojej rodziny. A jeszcze koledzy, koleżanki...). Przed rokiem po raz pierwszy się w tych swoich wypominkach poplątałem. Tego roku grzecznie sporządziłem kartkę. Wsadziłem pomiędzy inne, przeczytałem. To nie to samo, co genealogiczne drzewo. To żywa pamięć i związek z tymi, którzy ciągle są, żyją, niedostępni – a przecież bliscy. I może trzeba być po siedemdziesiątce, by odczuć i przeżyć to z jakąś dziwną jasnością umysłu i serca.
A do wypominkowej kartki i długiej litanii imion potrzebny kwiat. Dawniej jeden, dziś także drugi, dziesiąty... Morze kwiatów, zorza zniczy. Wrócić na cmentarz późnym wieczorem – widok pełen spokoju i zadumy. Kilka zdjęć... Wraca się do nich później. Ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się, że kilkoro moich młodych parafian (wiek pogimnazjalny), chłopców i dziewcząt, objechało samochodem cmentarze całej okolicy, gdy już nie było wielu ludzi, tylko widoczna z daleka łuna przyciągała wzrok. Też fotografowali. I modlili się. W pobliskim miasteczku młodzieżowy zespół grał i śpiewał – repertuar dobierając do chwili i miejsca. Być wśród swoich, także na cmentarzu. Ci młodzi nie pójdą niszczyć nagrobków i dewastować nekropolii. Niszczyciele są spośród tych, co to śmierci i życia nie rozumieją. Dla nich wypominki to pewnie farsa, a grzeczne stanie przy grobie babci – tortura.
To wszystko kosztuje. Jasne. Na tym świecie to czynnik obecny od zawsze. Tyle że współczynnik jest chyba rosnący. Ja też mam groby bliskich, wiem. I nie będę składowych tej sumy wyliczał. Cmentarze z zawodowego obowiązku znam. Widzę, jak z latami nagrobki nabierają innego wyglądu – już nie lastriko, już nie marmur, już nawet nie zwykły granit. Dostępność materiału, formy, liternictwa jest zdumiewająca. A że część to chińska masówka, tutaj tylko „implementowana”? To co? Są porządne i tyle. Kiedyś grobowce były też wystawne – świadczą o tym zabytkowe cmentarze. Tyle że na wystawne i artystyczne budowle stać nielicznych. Dziś wszystko się jakoś uśredniło. Może to i dobrze?
A te wypominkowe pieniądze? Tak to wygląda, że za całą wypominkową kasę to bym jednego dzisiejszego nagrobka nie postawił. To o czym tu mówić? A na każdym grobie kwiaty i znicze za wielokrotność wypominkowej ofiary. Byle nasza pamięć o tych, co to już na drugim brzegu, trwała przed Bogiem. I by wystawność grobowców i wszelakich dekoracji nie była pusta, lecz pełna oczekiwania wyrastającego z wiary.


© 2009 www.parafia.lubartow.pl